Portal finansowany przez społeczność Logo Patronite

Kto będzie uczył dzieci? „Chyba zakonnice”. Dramatyczna relacja z polskiej szkoły

Paweł Przybyła
Paweł Przybyła

Wiesz co, ale proszę Cię, nie używaj moich danych. Pozmieniaj je. Mamy wkrótce kontrolę z kuratorium, nie chce mieć problemów, bo ja kocham tę pracę, a teraz naprawdę trzeba uważać. Ja tak nie zostawię moich uczniów. Powiem Ci jednak chętnie, jak to u nas wygląda – mówi polonistka z jednej z wiejskich szkół na Śląsku. „Lex Czarnek” jeszcze nie weszła w życie, ale Nowy Ład na początek roku zabrał każdemu nauczycielowi pieniądze.

Ciągle słyszymy, że w szkołach jest źle. Nauczyciele skarżą się, że ministerstwo edukacji wchodzi z butami w praktycznie każdy obszar nauczania. Jak to jednak wygląda naprawdę? O co chodzi w szkolnym chaosie.

Szczerze powiedziawszy myślałam, że po minister Zalewskiej już gorzej być nie może, jak widać pomyliłam się. W oświacie od dłuższego czasu dzieje się źle. Pomimo że nie pracuję jako nauczyciel długo, bo tylko 3 lata, to w tym czasie mieliśmy już trzech ministrów Edukacji. Co jeden to gorszy. Jedynym punktem, do którego wspólnie się odnoszą jest „doładowanie” jeszcze większej ilości materiału w już i tak przeładowaną podstawę programową – mówi nam Kasia (imię zostało celowo zmienione), która pracuje w jednej z wiejskich szkół pod Pszczyną.

Nikt nie zauważa, że warto byłoby przejrzeć to, co już znajduje się w podręcznikach. Lepiej zostawić to plus dołożyć kolejne tematy, które, nie ukrywajmy, są niepotrzebne, a wręcz szkodliwe – rozpoczyna swoją opowieść polonistka.

Kasia pracuje w szkole podstawowej.

– Na szczęście nie dano nam do omawiania na języku polskim encyklik Jana Pawła II, czy też tekstów Piotra Skargi, który zbyt otwarty na świat nie był. Jednak fanatyzm religijny i jakieś granice tolerancji na innych są mocno widoczne i odczuwalne. I tego niestety chcą osoby rządzące oświatą, aby szerzony był tylko i wyłącznie mesjanizm Polski, który w ich mniemaniu niestety jest fanatyzmem powiązanym z szerzeniem wartości chrześcijańskich. Nie o to tu chodzi – denerwuje się nauczycielka.

Szkoła powinna być wolna od religii i własnych przekonań, a nauczyciel powinien być tą osobą, która poszerza horyzonty myślowe dzieci. Uważam, że nauczyciel jest tą osobą, która nie powinna się bać uczyć tolerancji, szacunku do drugiego człowieka (starszego czy też innej wiary lub orientacji seksualnej), a niestety jesteśmy teraz w takim punkcie, że niesamowicie musimy uważać na słowa, bo a nuż użyjemy słowa „lesbijka” czy „homoseksualista” i możemy mieć rozmowę o demoralizowanie dzieci, „czego sobie rodzice nie życzą” – mówi Kasia.

Obawia się wejścia w życie nowego prawa oświatowego.

– W obecnej sytuacji mogłoby się to skończyć tylko na pouczeniu, jednak gdy wejdzie w życie „lex Czarnek”, aż strach myśleć co będzie…nastroje są wśród nauczycieli bardzo napięte. Nie znam pedagoga, który powiedziałby, że to co wyprawia Ministerstwo Edukacji jest dobre, a wśród nas są i zwolennicy partii rządzącej, jak i zwolennicy opozycji – zdradza.

W tej chwili każdą naszą decyzję lub pomysł omawiamy we wspólnym gronie i pytamy o zgodę dyrektora, po wejściu „lex Czarnek” zgodę będzie musiało wydać kuratorium, które dostaje wszystkie rozporządzenia z Ministerstwa, a więc możemy sobie wyobrazić na co będzie zgoda, a na co nie.

Historia z mojej pracy: tworzyłam akademię z okazji Dnia Edukacji Narodowej i wymyśliłam, aby dekoracja to była kolorowa tęcza z balonów. Gdy ją stworzyłam, nie było osoby, która by nie powiedziała „Kasia, ty to jesteś odważna. W tych czasach robisz kolorową tęczę?! O Boże! Jak się rodzice dowiedzą to Cię na taczkach wywiozą”.

Głupia tęcza, która w zamyśle w ogóle nie miała szokować, a wzbudziła takie emocje… niestety te czasy są chore, boimy się odezwać, boimy się działać, boimy się nawet zakupić książki!

Znów historia z życia.

Kasia podaje nam kolejne przykłady. – W kanonie lektur, jako lektura dodatkowa znajduje się „Harry Potter”. Wybrałam ją, aby zachęcić dzieci do czytania oraz aby wprowadzić do świata fantastyki. Niestety moja decyzja nie spodobała się jednej mamie z tej klasy, która oskarżyła mnie o „chęć uprawiania czarnej magii” i absolutnie nie mogę tej książki omawiać z dziećmi, bo tam jest prawdziwa magia, że dzieci będą opętanie i potrzebne będą egzorcyzmy.

Nauczycielka obawia się, jak będzie wyglądała szkoła po „lex Czarnek”.

– Już mamy związane ręce w wielu sprawach, a gdy uchwała sejmowa zostanie wprowadzona w życie, będziemy marionetkami, które są kierowane przez chory system fanatyzmu religijnego i cnót niewieścich. Zaliczymy powrót do mentalnej przeszłości, gdzie nie będzie równouprawnienia, tylko podział na płcie. Nie będzie wolności słowa i wyborów, tylko ramy, w których jeśli będziemy chcieli dalej pracować w zawodzie, będziemy musieli się odnaleźć.

Jako nauczyciel widzę wśród dzieci, a są to uczniowie w wieku od 10 do 15 lat, niesamowicie ograniczone myślenie i ogromny brak tolerancji. Nie jest to wina szkoły, ale środowiska, w którym się wychowują, a niestety teraz bycie „anty” jest trendy. Tak jak kiedyś bycie otwartym na świat i „inność” było modne i pomagało oswajać nas z tym, że się od siebie różnimy, tak teraz hejt względem tej „innosci” jest pozadanych wśród rówieśników.

Kasia nie kryje, że lubi iść pod prąd.

– Moją domeną jest przekorność i to, że nie ma dla mnie tematów tabu, co dzieci wyczuwają i wiedzą, że o tematach dla nich ważnych zawsze mogą przyjść i porozmawiać, otrzymają wyjaśnienie, a nie ocenę ich uczuć i zdania. Ubolewam nad tym, że gdy do mnie przychodzą, mówią „pani Kasiu, bo pani mnie zrozumie, a inni chcą mnie prostować”. Przecież to jest piękne, że się od siebie różnimy i mamy tematy do rozmów – twierdzi.

Szkoła ma być miejscem gdzie każdy może, oczywiście w kulturalny sposób, przedstawić swoje racje i przekonania. Mamy uczyć poprawnego wyrażania swojego zdania i argumentowania go! A z tym jest problem. Obecny system edukacji uczy „wtapiania” się w określone miejsce.

Dzieci nie uczą się logicznego myślenia, uczą się „wbijania” w klucz, bo inaczej nie zdadzą egzaminów, nie dostaną się do wymarzonej szkoły itd. Jak to ma pomóc w dorosłym życiu? I to chyba jest plan rządu, aby wychować do życia ameby, które nie są w stanie myśleć samodzielnie, za to łatwo przyswoją to co im się powie. Szkoła ma programować. Nie uczyć.

Historia z życia: po lekcji przyszedł do mnie uczeń i poprosił o rozmowę. Rozpłakał się i i gdy w końcu udało mu się dojść do słowa pyta mnie: pani Kasiu, czy to bardzo źle, że podobają mi się osoby tej samej płci?

Czujesz?! On uważał, że jest nic nie warty, bo poznaje siebie i poznaje swoją orientację, która niestety nie jest pożądana. To pokazuje w jakich czasach żyjemy i jak szkoły są do tych czasów przygotowane.

Newsletter