Portal finansowany przez społeczność Logo Patronite
Artykuły

Tylko totalna opozycja ma szanse na zwycięstwa

Marek Migalski
Marek Migalski

Jedynie partie, które były w opozycji totalnej, betonowej, żelaznej, nieprzejednanej, pokonywały rządzących. Te natomiast, które starały się być opozycją „konstruktywną”, zawsze przegrywały. 

Jeśli popatrzeć na historię Polski ostatnich dwudziestu kilku lat, to widać wyraźnie, że jedynie ugrupowania zwalczające totalnie i betonowo rządzących miały szanse na zwycięstwa wyborcze i przejęcie władzy. AWS dlatego zwyciężyła w 1997 roku, bo odmawiała prawa do istnienia postkomunistycznemu SLD i prezydentowi Kwaśniewskiemu. Role się zamieniły, gdy rządziła AWS, bo to wówczas Leszek Miller walił w nią jak w bęben, oskarżając na przykład gabinet Jerzego Buzka o każdą śmierć bezdomnego czy alkoholika w czasie zimowych mrozów. Gdy z kolei do władzy doszedł SLD, dokładnie tę samą betonową wobec niego metodę zastosowały PiS i PO, co skutkowało tym, że po czterech latach rządzenia postkomuniści oddali władzę i już nigdy nie podnieśli się z tamtej klęski. 

Rządy PiS w 2005 roku od razu były totalnie atakowane przez Platformę, co już po dwóch latach przyniosło sukces wyborczy partii Donalda Tuska.

Od 2007 do 2015 roku rządziła we współpracy z PSL i przez cały ten czas była brutalnie i fundamentalnie atakowana przez opozycyjne PiS (łącznie z oskarżeniami o zabicie Lecha Kaczyńskiego, współpracę z Rosjanami i zdradę interesów Polski na rzecz Niemiec). Po ośmiu latach przyniosło to wreszcie efekt  w postaci zwycięstwa wyborczego i powrotu partii Jarosława Kaczyńskiego do władzy.

Jak natomiast radziły sobie ugrupowania będące opozycją „konstruktywną”? Wszystkie skończyły marnie – Samoobrona, LPR, Ruch Palikota, PJN, Kukiz15. Starały się znaleźć się gdzieś pomiędzy rządzącymi a najbardziej totalną opozycją. I wszystkie przegrały. 

Wniosek jest zatem jeden – polscy wyborcy lubią i doceniają tylko opozycję totalną i jedynie jej oddadzą władzę

Żadnym „konstruktywnym” opozycjom. Tylko pełna totalność i betonowość opłaca się w polskim życiu politycznym. Dlaczego tak się dzieje? Bo ludzie lubią mieć jasno wytyczone granice między „my” i „oni”, kochają mieć wrogów, cenią proste i oczywiste komunikaty, w których potrafią się rozeznać. O tym, jakie obszary mózgu są za to odpowiedzialne i jak można to wytłumaczyć ewolucją naszego gatunku, piszę obszerniej w swojej ostatniej książce „Homo Politicus Sapiens. Biologiczne aspekty politycznej gry”, którą napisałem wespół z profesorem UŚ, Markiem Kaczmarzykiem (biologiem, neurodydaktykiem, memetykiem).

To prawda smutna, ale oczywista – Polacy oddadzą władzę tylko w ręce tych polityków, którzy rządzących będą odsądzać od czci i wiary,

którzy będą ich krytykować za wszystko i o każdej porze dnia i nocy, którzy będą im odbierać prawo moralne i polityczne nie tylko do władzy, ale nawet do politycznej egzystencji. To dlatego między innymi przegrał Rafał Trzaskowski – podczas gdy jego konkurent atakował swoich przeciwników, odmawiał im nawet człowieczeństwa, oskarżał o zdradę i zaprzaństwo, wiceszef PO nawoływał do budowania wspólnoty i ogólnego „kochajmy się”. 

Kto nie rozumie prostej prawdy o tym, że nasz (ale nie tylko nasz) elektorat kocha jedynie totalność, nie powinien brać się za przewodzenie opozycji i snucie planów odsunięcia od władzy Kaczyńskiego. Tylko pod hasłami żelaznego rozprawienia się z pisowcami można ich pokonać. Innej, sympatyczniejszej, drogi nie ma.

foto: PAP  

Newsletter