Portal finansowany przez społeczność Logo Patronite
Autorzy

Nigdy tak mocno nie naciskali na pieniądze

Waldemar Szymczyk
Waldemar Szymczyk

Polska w ruinie. Szykuje nam się dziura w budżecie na 1,5 bln zł! Trzeba więc oszczędzać. Pracę w administracji państwowej ma stracić nawet 20 proc. urzędników. Kto zostanie zwolniony? Najsłabsi, najmniej kompetentni?

Nie będziemy stosować automatyzmów. Trzeba to robić inteligentnie, tak by nie zaszkodzić funkcjonowaniu państwa. Ale administracja ma to do siebie, że z czasem się rozrasta. I tak jak trawnik, warto ją czasem przystrzyc” – wyjaśniał w TVN24 planowaną redukcję etatów Marcin Horała, wiceminister infrastruktury i pełnomocnik rządu ds. CPK.

Patrząc na dotychczasową politykę personalną PiS można jednak przypuszczać, że skończy się na kolejnej czystce kadrowej. Że z pracą pożegnają się fachowcy, którzy nie są powiązani z PiS, a jakoś udało im się do tej pory przetrwać. Zresztą wystarczy posłuchać, co wicerzecznik PiS Radosław Fogiel odpowiedział dziennikarzowi RMF FM, który spytał go o klucz zatrudniania w państwowych spółkach: „Z podobnym problemem mierzyliśmy się, kiedy sprawowaliśmy władzę w latach 2005-2007. Wtedy poszliśmy w kierunku bardzo eksperckim, w kierunku otwartych konkursów, jeśli chodzi o rady nadzorcze. Trafiali tam eksperci z rynku, trafiały tam osoby z tytułami naukowymi, z uczelni. Problem okazał się taki, że ich sposób myślenia o gospodarce i zarządzaniu, był zupełnie sprzeczny z tym, co Prawo i Sprawiedliwość ma w swoim programie”.

Czyli najważniejsze, żeby słuchać PiS-u, a nie dobrze pracować.
Jednocześnie coraz więcej wskazuje na to, że sprawa podwyżek dla prezydenta, ministrów i parlamentarzystów nie skończyła się wraz z odrzuceniem ustawy przez Senat.

Pieniądze stają się bowiem coraz większym problemem dla polityków PiS. A właściwie ich nierówny podział.

Dziesiątki tysięcy miesięcznie w spółkach skarbu państwa oraz europarlamencie i „ochłapy” dla ministrów oraz parlamentarzystów. Premier ubolewa, że wiceminister zarabia gorzej od sędziego, jakiś poseł narzeka, że za 7 tys. nie da się wyżyć w Warszawie…


Do narzekania polityków jesteśmy już przyzwyczajeni. Jednak nigdy dotąd nie mieliśmy do czynienia z tak otwartym i silnym naciskiem na podwyższenie sobie zarobków. Nigdy też po 1989 roku nie mieliśmy tak katastrofalnej sytuacji finansowej. Wzywanie obywateli do zaciskania pasa, zwalnianie ludzi w administracji państwowej i jednocześnie podnoszenie sobie zarobków może zdenerwować nawet elektorat PiS. Chyba że politycy PiS widzą już górę lodową na horyzoncie i chcą zabrać na szalupy ratunkowe wszystko, co udźwigną.

Newsletter