Portal finansowany przez społeczność Logo Patronite
Autorzy

Wróg jest już w mieście, pora budować barykady?

Marcin Pakulski
Marcin Pakulski

Jesteśmy na takim etapie rozwoju pandemii, że praktycznie nie ma możliwości zatrzymania jej rozwoju. Rząd sam podaje, że mamy do czynienia ze wzrostem wykładniczym nowych zachorowań. Najważniejsze co nam pozostało to zadbanie o podtrzymanie funkcji i wydolności systemu opieki zdrowotnej.

A będzie to coraz trudniejsze nie tylko z powodu gwałtownie wzrastającej liczby chorych ale również z postępującego wyczerpywania się zasobów w tym tych najcenniejszych, ludzkich.

Najprawdopodobniej system opieki zdrowotnej zostanie przeciążony. Brakuje nam rezerw. Ale co równie ważne, nie może on przestać reagować na potrzeby zdrowotne inne niż te wynikające z pandemii.

Rak i zawał nie będą czekać na koniec pandemii. Pozostaje nam znalezienie optymalnych rozwiązań organizacyjnych oraz odciążenie systemu opieki zdrowotnej tam gdzie jeszcze jest to możliwe. Wiele zależy również od nas samych. Nie przysparzajmy dodatkowego zajęcia medykom. Poza przestrzeganiem oczywistych zaleceń mających ograniczyć transmisję wirusa SARS-CoV-2 (maseczki, dystans, dezynfekcja) po prostu uważajmy na siebie. Może to pora by na jakiś czas zrezygnować z hulajnogi lub innych aktywności wiążących się z ryzykiem urazu. Prawidłowe zaopatrzenie skręcenia kostki może wiązać się w tych czasach z gigantycznymi problemami. To możemy zrobić sami dla siebie. 

Co może zrobić dla nas rząd?

Informacja i koordynacja. To co jest najpilniejsze to informacja i koordynacja. W pierwszej kolejności należy zdecentralizować zarządzanie kryzysowe sprowadzając je na poziom miast i powiatów. Wszystkiego nie da się koordynować z Warszawy. Ba nie da się koordynować z Katowic dla Częstochowy, czy z Wrocławia dla Wałbrzycha. Potrzebne jest efektywne wsparcie dla Centrów Powiadamiania Ratunkowego, dyspozytorów medycznych, dyrektorów szpitali, lekarzy dyżurnych na co dzień.

Potrzebny jest sprawny bieżący przepływ informacji o wolnych miejscach, o bieżących potrzebach i brakach. Aż się prosi by do systemu zarządzania kryzysowego doprosić samorządy.

Decyzje muszą zapadać lokalnie. Reagowanie powinno być elastyczne, dostosowane do bieżącej sytuacji w mieście, powiecie czy subregionie. Opieranie się o decyzje podejmowane przez wojewodów powoduje zwiększenie chaosu tak jak w przypadku szpitala MSWiA w Poznaniu, któremu w ciągu tygodnia polecono wypisać lub przenieść kilkuset pacjentów lub jak w przypadku jednego z  wojewodów delegującego personel „jak popadnie”.

Rezerwy i zapasy. Dyrektorzy szpitali sami już nie dadzą sobie rady. Aż dziwię się, że większość z nich daje radę tak długo. Potrzebne jest wsparcie logistyczne tam gdzie to potrzebne i konieczne. Musimy pamiętać, że wraz trwaniem pandemii zapasy i rezerwy będą się wyczerpywać. W pewnym momencie może nie być czasu na robienie przetargów nie mówiąc o braku rezerw finansowych. Nie do uniknięcia jest zacieśnienie współpracy pomiędzy szpitalami na danym obszarze. Dlatego lokalne komitety zarządzania kryzysowego z udziałem dyrektorów szpitali, sektora prywatnego, przedstawicieli służb i urzędów byłyby bardzo pomocne. Schodząc do kwestii praktycznych uważam, że należy maksymalnie jak tylko to możliwe odciążyć administracyjnie pracę medyków.

Zrezygnujmy z części wymogów sprawozdawczych, uprośćmy dokumentację medyczną do niezbędnych elementów albo zatrudnijmy asystentów administracyjnych.

Tylko po co. Dane statystyczne, które i tak jesteśmy w stanie oceniać po  półtorarocznej zwłoce nie uratują życia ludzi teraz. W propozycjach zmian legislacyjnych przygotowywanych przez urzędników ministerstwa zdrowia brak mi empatii, ludzkiego spojrzenia na sytuację walczących z pandemią. Od medyków po dyrektorów placówek wszystkich próbuje się „zagonić do roboty” zamiast pomóc i zachęcić. Może to objaw paniki i strachu przed odpowiedzialnością? Wiele decyzji podejmowanych jest jakby miały zapewnić alibi a nie optymalnie rozwiązać problem. Tak też odbieram tę ostatnią o budowie szpitala na stadionie.

Szpital Narodowy. Czy potrzeba nam więcej miejsc dla chorych. Tak. Czy potrzeba nam więcej stanowisk intensywnej terapii? Tak. Ale nie samych łóżek i respiratorów. Przede wszystkim potrzebujemy personelu medycznego.

Rząd z werwą w ciągu ostatnich dni zabrał się za przebudowę Stadionu Narodowego a będąc precyzyjnym stadionowych pomieszczeń w szpital. I tu mam wątpliwości czy to najlepszy pomysł.

Tym bardziej, że mamy sporo innych obiektów wydaje się lepiej przydatnych do takiego wykorzystania. W samej Warszawie jest świeżo zbudowany i puki co pusty Szpital Południowy. Może warto było porozmawiać z władzami Miasta Stołecznego? Podobnie zapewne jest w innych miastach. W Katowicach stoi pusty szpital, w Sosnowcu puste budynki po zlikwidowanym Instytucie Medycyny Pracy I Zdrowia Środowiskowego. Mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na pomysł przerabiania na szpital pomieszczeń Stadionu Śląskiego.

 Mam poczucie zmarnowanej szansy jaką zyskaliśmy poprzez wprowadzenie radykalnego lockdownu wiosną tego roku. Zgodnie z pierwotną ideą lockdown nie był środkiem zwalczania wirusa tylko sposobem na zyskanie czasu by zwiększyć pojemność systemu opieki zdrowotnej.

Mam poczucie zmarnowanej szansy jaką zyskaliśmy poprzez wprowadzenie radykalnego lockdownu wiosną tego roku. Zgodnie z pierwotną ideą lockdown nie był środkiem zwalczania wirusa tylko sposobem na zyskanie czasu by zwiększyć pojemność systemu opieki zdrowotnej.

Dużo lepiej byłoby gdybyśmy zawczasu mieli przygotowane plany budowy szpitali polowych w oparcie o technologię modułową przy istniejących szpitalach wielospecjalistycznych. Dzięki temu łatwiej byłoby zapewnić potrzebny personel. Nie przekonuje mnie sposób przeznaczenia i wykorzystania budowanego szpitala na stadionie prezentowany przez jego dyrektora. Szczerze mówiąc, trudno wyobrazić mi sobie zapewnienie odpowiedniej opieki pacjentom stadionowego szpitala. Ale może nie doceniam planów. Może się nie znam. I powiem szczerze wolałbym się mylić…

Newsletter